Przełom 2013/2014 roku
Doświadczenia z pierwszej pracy w Kanadzie były dla mnie szokiem kulturowym. Nie spodziewałem się takiego traktowania, a co gorsza braku możliwości wytłumaczenia całej sytuacji. Zdałem sobie sprawę, że znalazłem się w grupie taniej siły roboczej, z którą mało kto się liczy. Na moje miejsce znajdzie się 10 innych imigrantów, którzy będą całować stopy temu gościowi, że mogą u niego pracować.
Musiałem zrewidować szybko swoje oczekiwania i ambicje, a także sposób szukania pracy bo jak na razie szło kiepsko.
O pracy podobnej do tej co miałem w Polsce, czyli analityka finansowego, mogłem zapomnieć. Teraz rozważam prace typu: odgarnianie śniegu, rozdawanie darmowej gazety, a nawet opróżnianie pojemników na śmieci. W Montrealu zima jest długa i sroga, a śnieg tu zalega do kwietnia a czasem i do maja, więc pracy będzie sporo. Jak więc zaczyna mocniej padać siadam do komputera i szukam na bieżąco ogłoszeń pt. "préposée au pelletage de neige" czyli obsługiwacz łopaty do odgarniania śniegu. Wymagana jest tylko dobra kondycja fizyczna i doświadczenie w pracy w niskich temperaturach - i jednym i drugim mogłem się pochwalić, szczególnie po pracy w chłodni przez dwa dni.
Na telefon jednak nikt nie odpowiada, a e-mail pewnie gdzieś przepada w stosie innych listów, którzy wysyłają inni. Coś tu nie gra, przecież ci ludzie co spotykam na ulicy jakoś zdobyli to zatrudnienie - skoro im się udało to mi też musi!
Wyłączam więc komputer, który się okazał jak na razie bezużyteczny i idę w miasto by się dowiedzieć jak ci lokalni zdobyli pracę.
- Kino: sprawdzanie biletów - trzeba się zarejestrować na stronie kina i wypełnić formularz online.
- Costco (sklep typu Tesco): rozdawanie orzeszków przy promocjach - należy wypełnić formularz który dają w informacji
- Tim Hortons (sieć kawiarni typu Sturbucks) - wydrukować formularz z internetu i przynieść bezpośrednio
Okazuje się, że w jednym z bardziej rozwiniętych krajów świata mało kto zagląda do skrzynki mailowej i aplikacje trzeba dostarczać bezpośrednio. Później jednak jak o tym pomyślałem to faktycznie miało to sens. Konkurencja jest tu tak duża, że aby przebić się przez tłum kandydatów trzeba się pojawić z dokumentami w odpowiednim miejscu w momencie gdy kierownik pomyśli o zatrudnieniu nowej osoby, a nie gdy ogłoszenie pojawi się w internecie.
Na moje maile nikt nie odpowiadał bo pewnie ktoś inny pojawił się w tej firmie bezpośrednio i zaprezentował swoją kandydaturę - to oszczędza zachodu takiemu kierownikowi, który inaczej musił by spędzić mnóstwo czasu na otwieraniu dokumentów, drukowaniu, analizowaniu umawianiu się z kandydatami itd. A tutaj "czas to pieniądz" więc nikt się tym nie będzie zajmował.
Dowiedziałem się, że panowie, którzy odgarniają śnieg i jeżdżą śmieciarką pracują dla agencji pośrednictwa pracy, zebrałem kilka adresów i postanowiłem pójść tym tropem. Wróciła mi znów motywacja choć wiedziałem, że nie będzie kolorowo przez najbliższy czas.
Zgłosiłem się do kilku agencji pośrednictwa pracy (Randstad, Excel i Statim) oraz zaniosłem kilka aplikacji bezpośredno do firm. W między czasie miałem też rozmowę w firmie IGP zajmującej się inwentaryzacją. Pracuje w niej Ivan, który pochodzi z Bułgarii i jest koordynatorem grupy. Rozmawialiśmy trochę po francusku i trochę po rosyjsku. Dostałem dwa testy do wypełnienia i po sprawdzeniu dowiedziałem się, że mogę dla nich pracować. Warunki: praca na telefon, czasem wyjazdowa poza Montreal stawka 10,25$ za godzine (czyli o 10 centów więcej niż poprzednia).
Praca jest jednak dorywcza i zleceń będzie dwa lub trzy w tygdoniu więc tylko z niej się nie da wyżyć. Musiałem więc szukać dalej mając na szczęście już jakiś punkt zaczepienia.
Tego samego dnia poszedłem do agencji pośrednictwa pracy Statim, która znajduje się niedaleko mojego zamieszkania i którą polecił mi znajomy z meczetu, do którego chodzę uczyć się języka arabskiego.
Agencja prowadzona jest przez Marokańczyka. Pani w recepcji mówi mi, że trzeba do niej dzwonić każdego dnia ok. 17 by dowiedzieć się czy praca jest następnego dnia rano lub około 14 gdy chce się pracować wieczorami. Wybieram tę drugą opcję by mieć czas rano na dalsze szukanie pracy.
Póki co więc po miesiącu poszukiwań udało mi się zdobyć dwie dorywcze prace: przy inwentaryzacjach i przy przy linii produkcyjnej w fabrce makaronów.
W między czasie czekam na odpowiedź w sprawie ogłoszeń na stanowiska tj.:
- tester gier komputerowych (w wersji polskiej)
- spec od kanapek
- woźny w Klubie Weterana
- zmywanie naczyń w restauracji japońskiej
- układanie towaru na pułkach w sklepie
Uczę się pokory i doceniam teraz stabilność jaką dawała praca za biurkiem w dużej firmie. Ale nie narzekam. Jest ciężko, ale jest też i przygoda :)
----- ADRESY -----
1. LX - agencja pracy
3206, rue Jarry E, Montréal, QC H1Z 2E2 (514-303-1626)
Praca w chłodniach w fabryce mięsa. Warunki dość ciężkie ale praca jest od zaraz i w miarę stała.
Praca w chłodniach w fabryce mięsa. Warunki dość ciężkie ale praca jest od zaraz i w miarę stała.
2. Statim - agencja pracy7000, av du parc, Montréal, QC H3N 1X1 514-270-3223
Praca na telefon przy linii produkcyjnej (makarony lub sałatki)
3. IGP - 4929 Rue Jarry Est, St-Léonard, QC H1R 1Y1
Praca przy inwentaryzacjach. Robią testy kwalifikacyjne. Praca na telefon dwa lub trzy razy w tygodniu.
Moje wspomnienia z USA (2006,2007) jeśli chodzi o pracę są zdecydowanie lepsze, nie było z nią raczej problemu. Fakt, że siedziałem w Washington D.C./Virginia i tu zawsze jest lepiej z pracą, byłem w latach chwilę przed spowolnieniem gospodarczym, ale z pracą fizyczną (budowy, tereny zielone), czy pracą w sklepach, na basenach i to za wynagrodzenie wyższe od płacy minimalnej nie było trudności. A może miałem szczęście ... ale wiem od chłopaków, którzy tam zostali, że na lepsze stanowiska jest trudno się dostać, nawet dla tzw. specjalistów.
OdpowiedzUsuńW każdym razie wytrwałości i powodzenia. Może zrobisz prawo jazdy na ciężarówkę?!:)