niedziela, 9 marca 2014

Jestem tu

Przyjechałem do Montrealu z nadziejami i z podniesioną głową - przywiozłem bo wiem ze sobą wszystkie dyplomy, doświadczenie w poważanej firmie, znam języki itd. Aplikacje zacząłem wysyłać kilka tygodni wcześniej więc sądziłem, że jak przyjadę to akurat rozdzwonią się telefony. 
Nic takiego jednak nie nastapilo. Nie przejmowałem się jednak i aplikowalem dalej. Byla polowa grudnia wiec okres nie najlepszy moze ale ogloszenia sie pojawiały wiec probowalem. Aplikowałem na rozne stanowiska zw. z logistyka, praca socjalna i w finansach wszędzie tam gdzie mialem jakies doswiadczenie. W miedzy czasie zglosilem się na wolontariat do Domu Spokojnej Starosci dla Polakow by troche podzialac i poznac tutejsza Polonię.

Dni jednak mialy i nikt sie nie odzywal co zaczelo mnie niepokoić i trochę dołować. Zaczalem wiec szukac pomocy w biurach posrednictwa pracy gdzie mnie skierowali do doradcy zawodowego. 
W samym grudniu mialem tylko dwie rozmowy kwalifikacyjne: jedna na stanowisko analityka finansowego i jedna w osrodku pomocy kryzysowej jako pracownik socjalny.
Nie były to łatwe  rozmowy, szczegolnie w czesci francusko-jezycznej. Na pracownika socjalnego mialem natomiast wywiad grupowy, gdzie przy jednym stole zasiadlo dwoch pracownikow osrodka i 5 kandydatów: francuska, meksykanka, afro-amerykanka i kanadyjka z Quebec'u. Ta ostatnia dobila wszystkich plynnoscia mowy i znajomoscia systemu socjalnego w Montrealu wiec nie liczylem na dostanie tej pracy.

W samym grudniu nie udało mi się wiec znalezc pracy.

Sytuacja nieco się zmieniła po wizytach w biurze posrednictwa pracy gdzie mi wytłumaczono kanadyjskie realia, w szczegolnosci dot. Quebec'u. Przede wszystkim nie ma tu czegoś takiego ze po wyslaniu CV czeka się na telefon od pracodawcy. Tu jest konkurencja na najwyższym poziomie i o stanowisko pracy trzeba się bic!
W dodatku dochodzi kwestia językowa - wszytko musi być po francusku.
List motywacyjny to podstawa w dodatku co najmniej dwa telefonu przed i po wyslaniu. Poza tym lokalne doświadczenie. Mimo iz pracowałem w znanej firmie to i tak mnie nikt nie zatrudni bez choćby minimalnego doświadczenia w Kanadzie. Wszędzie prosza o dwie lub trzy referencje (najlepiej lokalne). Doradca zaproponował mi na dobry początek agencję pracy typu Ranstad tyle ze mniej znana.

Agencja LX mieści się nie daleko biura i jest prowadzona przez grupę latynosów. Na dzień dobry pytają się czy jestem gotów pracować w niskich temperaturach. To mi przypomniało opowieść jednego Polaka poznanego w Domu Spokojnej Starości, który mówił że też zaczynał od 'lodówki' na nocnej zmianie i potem powoli się przesuwał w stronę lepszych stanowisk. Po wypełnieniu krótkiego formularza i rozmowie nt. stawki wynagrodzenia (oczywiście daja minimalną czyli 10,15$) pani oznajmiła ze mam się stawić następnego dnia o 5:30 rano; Miejsce pracy - zakład mięsny...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz